Żyła sobie kiedyś mała dziewczynka o imieniu Zuzia. Mieszkała razem z mamą i tatą. A także z babcią, która bardzo lubiła czytać wnuczce baśnie — piękne i magiczne. W pokoju Zuzi było wiele szafek, w każdej z nich było mnóstwo książek.
Zuzia była bardzo dobrą dziewczynką. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden wielki smutek — jej oczka nie widziały, urodziła się niewidoma. Ale mimo tego nieszczęścia wierzyła w cuda i bardzo często marzyła. Miała jedno zaветne marzenie — choćby na chwilę, choćby raz zobaczyć mamę, tatę i babcię — całą rodzinę.
Pewnego wieczoru, jak zwykle, Zuzia położyła się spać. Babcia przeczytała jej na dobranoc baśń, okryła wnuczkę, pocałowała ją i życzyła spokojnej nocy. Zuzia mocno zasnęła.
I nagle cały pokój rozjaśnił się promieniami jasnego światła, w pokoju zrobiło się jasno, jakby za dnia. To Baśń przyszła do dziewczynki w gości i oświetliła jej pokój magiczną latarką.
Lekko potrząsnęła Zuzią za ramię i powiedziała:
Wstawaj, Zuzenko, czas na nas!
Jak? A dokąd pójdziemy i jak? Przecież nic nie widzę!
Zdziwiła się Zuzia.
A czy nie chcesz zacząć widzieć?
Oczywiście, że chcę! Moje najskrytsze pragnienie — zobaczyć mamę, tatę i babcię! Ale czy to możliwe?
Wszystko jest możliwe, wystarczy tylko bardzo mocno chcieć! Lecimy!
Czym polecimy?
No choćby na nim!
Baśń wskazała na zabawkę — różowego jednorożca, którego dziewczynce na urodziny podarował tata. Baśń dotknęła zabawki swoją magiczną latarką i jednorożec ożył. Machnął skrzydłami, podchwycił Zuzię i Baśń, i wzniósł się w górę.
Lecieli po nocnym niebie, wokół błyszczały gwiazdy, a księżyc oświetlał im drogę.
I wreszcie przylecieli na Księżyc. Przed nimi stał piękny pałac ze złotymi oknami. Otaczał pałac wspaniały ogród, gdzie kwitły różne kwiaty i latały jaskrawe, kolorowe, długoogoniaste ptaki. Jednorożec rzucił się szczypać trawkę, bo bardzo zgłodniał. Zuzia pobiegła wąchać kwiatki. A Baśń usiadła na pniaku i zaczęła czegoś szukać w magicznej księdze.
Zuzia podbiegła do Baśni i zapytała:
A czego tam szukasz?
Chcę znaleźć magiczne słowa, które pomogą nam przywrócić ci wzrok.
Odpowiedziała Baśń.
Długo przewracała stronę za stroną, i nagle wykrzyknęła:
Znalazłam! Musisz doczekać rana i o świcie umyć się księżycową rosą ze wszystkich tych kwiatów. Księżycowa rosa jest magiczna i twoje oczka zaczną widzieć. Wreszcie zobaczysz mamę, tatę i babcię.
Zwróciła się Baśń do Zuzi.
Zuzia nie mogła się doczekać rana i przez całą noc nie zmrużyła oka.
Nadszedł ranek, na Księżycu zaczęły budzić się ptaszki i śpiewać swoje dźwięczne piosenki. Rozkwitły piękne kwiatki i na ich płatkach zabłysła rosa.
Zuzia podeszła do każdego kwiatka, zebrała rosę do kryształowej czary i umyła oczka. I nagle światło rozjaśniło wszystko wokół, przed sobą zobaczyła Baśń — piękną, wspaniałą dziewczynę z długimi, falującymi włosami złotego koloru.
Czyżbym widziała! Wokół tyle wszystkiego ciekawego, cudownego i pięknego! Czyżby to nie był sen i to wszystko przydarzyło mi się naprawdę?
Dziewczynka mocno zamknęła oczka i… obudziła się w domu, w swoim łóżeczku.
Mamo, tato, widzę! Widzę, wyzdrowiałam!
Krzyknęła Zuzia.
Do pokoju wbiegli mama, tata i babcia.
Jacy wszyscy jesteście piękni! Dokładnie takimi was sobie wyobrażałam!
Powiedziała Zuzia.
Oto taka magiczna historia przydarzyła się dziewczynce Zuzi. A czy naprawdę była to Baśń?
Czytajcie baśnie, uczą nas wierzyć w cuda!