Na dworze grzało wiosenne, ciepłe słoneczko, a mała Kasia, pragnąc pobawić się ze swoimi przyjaciółmi, z uśmiechem podeszła do mamy.
Czy mogę wyjść na podwórko do dzieci?
Zapytała z przejęciem Kasia.
Oczywiście, moja droga, tylko załóż sweterek. Wiatr jest chłodny i możesz się przeziębić.
Troskliwie odpowiedziała mama.
Dobrze, mamusiu.
Ucieszyła się dziewczynka.
Przebiegając szybko schody w klatce schodowej, Kasia znalazła się na podwórku, gdzie już zebrały się dzieci.
A może pobawmy się w chowanego?
Krzyknął chłopiec z pięknymi piegami.
Dobry pomysł!
Radośnie poparli go pozostali.
Kasia chciała się tak dobrze schować, żeby nikt jej nie mógł znaleźć, i wtedy spodobało jej się drzewo, wysokie, potężne. Wspinając się na nie, przypadkowo zaczepiła gałęzią o swój sweterek i od pięknego stroju oderwał się guzik.
Nic się nie stało! Sweterek i tak jest ładny!
Pomyślała Kasia.
Nabawiwszy się do woli, dziewczynka wróciła do domu. Po kolacji wkrótce zasnęła i przyśnił jej się dziwny sen. Kasia siedziała na ławce i nagle usłyszała szlochanie i cichy płacz. Poszła tam, skąd dochodziły te dźwięki. Podchodząc do drzewa i opuszczając wzrok na lekko widoczny korzeń potężnej rośliny, zobaczyła mały guzik.
Jakby ożył, jego płacz sprawił, że Kasia zapytała guzik:
Co tu robisz? Dlaczego płaczesz? Kto cię skrzywdził?
Zgubiłam się. Moi bracia i siostry są teraz daleko, a ja zostałam tutaj. Jak ja teraz bez nich.
A czy ty masz braci i siostry?
Zamyślona zapytała Kasia.
Tak!
Szlochając, odpowiedział guzik.
Przecież jesteśmy do siebie tacy podobni.
Ze smutkiem wyszeptała okrągła rzecz.
A jak się tu znalazłaś, pod tym drzewem?
Nie ustawała Kasia.
Tak wesoło się bawiłam, kręciłam się, kręciłam i... oderwałam się. I nikt mnie nie podniósł. Moja rodzina odjechała daleko i teraz nigdy jej nie spotkam.
Smutno powiedział guzik.
Jak to możliwe?
W zdumieniu krzyknęła Kasia.
Właśnie tak! Nikt mi nie pomoże.
Westchnął guzik.
Kasia słyszała coraz cichszy i cichszy płacz guzika, aż w końcu całkiem zniknął.
Obudiwszy się, gorączkowo wyszeptała: — To ja jestem winna temu, że guzik stracił swoją rodzinę, muszę mu pomóc.
Zerwała się z łóżka i energicznie pobiegła do kuchni, gdzie mama już przygotowywała śniadanie dla swojej córeczki.
Mamo, pilnie muszę wyjść na dwór!
Zawołała Kasia.
Poczekaj, słoneczko, tak nie można, trzeba najpierw się umyć, zjeść śniadanie, a dopiero potem iść na podwórko.
Ale mamo!
Zaprotestowała dziewczynka, ale patrząc w oczy mamy, zrozumiała, że sprzeczanie się z nią nie ma sensu.
Umywszy się i skosztowawszy pysznych przysmaków, które przygotowała mama, Kasia jak najszybciej wyruszyła na dwór. Dobiegając do tego samego drzewa, na którym wczoraj chowała się przed przyjaciółmi i które widziała we śnie, lekko zdyszana, z drżeniem zaczęła szukać guzika.
Gdzie on jest, przecież wczoraj tu byłam?
Bojąc się nie znaleźć guzika, szeptała Kasia.
Ach tak! Przecież wyrzuciłam go tam, dalej.
Przypomniała sobie dziewczynka.
Oddalając się od drzewa, Kasia pogrążyła się w długich poszukiwaniach guzika. W jej uszach rozbrzmiewał płacz guzika, który słyszała we śnie. Tak bardzo się bała, że nie znajdzie swojej zguby, ale wtedy jej wzrok padł na małą gałązkę, która niedbale leżała na ziemi. Odsuwając ją na bok, Kasia zobaczyła upragnioną rzecz.
Oto on! Zaraz ci pomogę.
Ucieszyła się Kasia.
Wbiegając do domu, Kasia ze smutkiem pomyślała: — A jak pomogę guzikowi, przecież nie umiem szyć.
Mamo, a szycie jest trudne?
Zapytała córka.
Nie. Trzeba tylko być staranny i dokładny. I wszystko się uda.
Spokojnie odpowiedziała mama.
Naucz mnie szyć!
Pewnie oświadczyła Kasia.
Szyć? No dobrze, siadaj przy stole, a ja zaraz przyniosę szkatułkę z narzędziami do szycia.
Zaskoczona wymamrotała mama.
Mama poszła do pokoju, a Kasia przysunęła swoje krzesełko do stołu i z niecierpliwością czekała na lekcję szycia.
Otwierając szkatułkę, przed oczami Kasi otworzył się magiczny świat szewskich rękodzieł. Tu i nici, mieniące się od promieni światła, i igły, starannie przypięte do małej poduszeczki, i duże nożyczki, i wiele różnych wstążek i koralików.
No to zaczynamy!
Wesoło powiedziała mama.
Długo siedziały przy stole, Kasia desperacko próbowała nauczyć się szyć, ciągle myśląc o nieszczęsnym guziku. Tak bardzo chciała pomóc biedactwu, ale niestety nic nie wychodziło, nitka nie słuchała dziewczynki, igła kłuła, a nożyczek w ogóle trudno było utrzymać w rękach.
Po długich męczarniach, Kasi w końcu zaczęły wychodzić równe ściegi i szybko przyszyła guzik do sweterka.
Jak dobrze, że nauczyłam się szyć! A najważniejsze, że pomogłam guzikowi, teraz jest ze swoimi bliskimi.