Mówią, że jeśli o czymś bardzo marzyć, to na pewno się spełni. Opowiem wam historię, która przydarzyła się mojej znajomej sąsiadce.
Mieszkałyśmy na tej samej klatce schodowej. Każdego ranka dziewczynkę o imieniu Zosia do przedszkola prowadziła jej babcia. Rozmawiały o zjawiskach przyrody: śniegu i deszczu, wietrze i burzach, morskich falach i rzecznych kamykach, o zmianach pór roku.
Babcia opowiadała Zosi o zimie, wiośnie, lecie i jesieni. Dziewczynka była bardzo ciekawska i jak na swoje cztery lata nie po latach rozgarnięta i mądra. Miała bardzo rozwiniętą fantazję i wyobraźnię. Zosia próbowała wszystkie przedmioty i zjawiska, które ją otaczały, obdarzyć magiczną mocą i baśniowymi zdolnościami.
W drodze do przedszkola, kiedy małej dziewczynce jeszcze bardzo chciało się spać, a iść trzeba było dość szybko i stosunkowo daleko, wyobrażała sobie, że śpi, a wszystko, co spotykały po drodze, jest pięknym magicznym snem.
Kwiaty na klombach jakby ją witały, kiwając swoimi jaskrawymi i pachnącymi główkami, jakby mówiły:
Dzień do-bry!
Motyle, które krążyły nad główkami kwiatów, wtórowały:
Mi-łe-go dniaaa!
Przejeżdżające drogą samochody czasami trąbiły do siebie, a Zosi zdawała się melodia dla klaksonu, którą wykonywała niewidzialna orkiestra pod kierunkiem utalentowanego dyrygenta.
Dziewczynka dorastała, a kiedy poszła do szkoły, zrozumiała, że istnieje wiele trudności, które chciałaby uprościć.
Chociaż na świecie wymyślono już i stworzono wiele różnych urządzeń pomocnych w gospodarstwie domowym, na przykład mikser, blender, ekspres do kawy, kuchenka mikrofalowa, suszarka do włosów, odkurzacz i inne. Ale Zosia chciała czegoś jeszcze, co mogłoby ułatwić życie dziewczynkom, dziewczętom, kobietom.
Żeby lekcje robiły się za machnięciem czarodziejskiej różdżki, bez wysiłku i trudu, na przykład. A ponieważ na końcu każdej czarodziejskiej różdżki najczęściej znajdowała się mała lśniąca gwiazdka, to policzyła jej rogi, a było ich tylko pięć, Zosia zrozumiała, że ona też musi uczyć się tylko na same piątki. A uczyć się bardzo lubiła.
I siadając do lekcji, zwracała się do czarodziejskiej różdżki słowami:
Gwiazdo-gwiazdeczko, świeć jasno, w nauce mi pomagaj!
I promyczki świeciły jeszcze jaśniej, co bardzo zachwycało dziewczynkę, i uczyła się lekcji szybko, z radością i poprawnie.
A jeszcze Zosia lubiła chodzić na przyjęcia, które urządzały jej koleżanki z okazji różnych świąt, i zapraszać gości do siebie na uroczystości.
Na przyjęcia zawsze potrzebne są stylowe i jaskrawe, ciekawe i zabawne tematyczne stroje. A do ich przechowywania nasza dziewczynka miała magiczną skrzynię z zamkiem szyfrowym, którą dostała w spadku od ukochanej babci-czarodziejki.
W przeddzień przyjęcia Zosia podchodziła do skrzyni, wpisywała kod składający się z siedmiu zaветnych cyfr, i kiedy się otwierała, z zachwytem patrzyła na jej zawartość.
Było tam dwustronne lustro z rączką, w pięknej rzeźbionej srebrnej oprawie. Do niego zwracała się o pomoc w tworzeniu fryzury i doborze makijażu. Patrząc z jednej strony lustra na siebie, Zosia prosiła o pomoc, a po minucie odwracała lustro drugą stroną i już widziała w nim swoje całkowicie przemienione odbicie, z pięknie ułożonymi włosami i odpowiednim do okazji makijażem.
Była w tej skrzyni też szkatułka z przyborami do szycia: igłami różnej grubości, kolorowymi nićmi, ostrymi szpilkami, różnorodnymi nożyczkami. A pod tą szkatułką znajdowały się różne tkaniny, wstążki, kawałki tasiemki.
Ogólnie wszystko, co może się przydać do szycia. Od tych przedmiotów Zosia prosiła swoje stroje. Dotykała ręką nici określonego koloru, i to już było życzenie. Znaczy, właśnie takiego koloru chciała sukienki. Wszystko działo się przez magię i jej pragnienie.
Na Nowy Rok dziewczynka wybierała sukienkę białego koloru, na 8 Marca — różową, latem — czerwoną i zieloną, jesienią — żółtą, na Halloween — pomarańczową, a na swoje urodziny — liliową.
A jeszcze ta dziewczynka Zosia miała baśniowych pomocników, pomagających szybko się przemieszczać. To cudowne rolki-goniące, szybka hulajnoga-pędzinoga, rower-szybkobieg, adidasy-lekkonogi. Korzystała ze wszystkich tych przedmiotów bardzo często, czym dziwiła swoich kolegów z klasy.
Ale pewnego razu, lekceważąc zasady bezpieczeństwa ruchu, nie zakładając nakolanników i nałokietników, pojechała na rolkach-goniących za swoimi koleżankami i potknąwszy się o krawężnik, upadła. Uraz nie był silny, ale żal, że nie dogoniła koleżanek — duży. Zosia usiadła na krawędzi krawężnika i zapłakała.
Och, gdyby teraz pojawił się dobry książę i mnie pocieszył. A jeszcze lepiej, żeby pomógł wstać i kontynuować ze mną rozpoczętą drogę, będąc moją opoką i wsparciem.
Zosia zamknęła oczy i opuściła głowę. W zamyśleniu przesiedziała jeszcze parę minut i postanowiła jechać dalej, nie licząc na cud.
Podniosła głowę, otworzyła oczy i…
Przed nią stał prawdziwy książę, w uroczystym stroju i z koroną na głowie. Jego włosy rozwiewały się na wietrze, ubranie lśniło przepychem, a uśmiech nie schodził z twarzy. Wyciągnął do Zosi rękę i pomógł wstać.
Książę też był na rolkach (teraz wszyscy współcześni książęta poruszają się wyłącznie na rolkach), i dalej pojechali razem, trzymając się za ręce.
Dziewczynka nie mogła uwierzyć w swoje szczęście, bo wychodzi na to, że wszystko, o czym marzyła, się spełniło!
Dlatego trzeba marzyć. I jeśli jesteś dobra, dobrze wychowana i dobrze się uczysz, marzenia na pewno się spełnią. Tylko trzeba tego bardzo chcieć. Czytajcie bajki dzieciom, a magia na pewno się spełni i w waszym życiu!