Nadesłała długo oczekiwana zima. Padł pierwszy puszysty śnieg. Drzewa przyodziały się w białe kożuszki. Na ulicy zrobiło się baśniowo pięknie. Świeżym śniegiem cieszyli się wszyscy, szczególnie dzieci.
Mamusiu, — powiedział chłopiec Sasha, — spójrz, jak pięknie za oknem! Pójdziemy się bawić w śnieżki?
Mama się zgodziła. Ciepło się ubrali, wzięli sanki i wyszli na ulicę.
Na podwórku bawiło się wiele dzieci. Jedne zjeżdżały ze zjeżdżalni, inne lepily bałwana, trzecie budowały twierdzę. Wszyscy się śmiali i bawili. Zdawało się, że świat oświetliła radość i szczęście!
Sasha! Sasha! Chodź szybko do nas! — zawołały chłopca dzieci.
Sasha pobiegł do przyjaciół. Razem ulepili dużego bałwana. Nos zrobili z marchewki, oczy z szyszek, narysowali mu uśmiech. Bałwan wyszedł wspaniały — jak żywy. Dzieciom nawet się zdawało, że do nich mrugną. Od tego nastrój u wszystkich stał się jeszcze lepszy. Przecież takie cuda zdarzają się tylko w bajkach… Może to była prawdziwa bajka?..
Wieczorem dzieci rozeszły się do domów. I wtedy stało się coś niezwykłego. Spod choinka, która rosła na podwórku, wyszedł krasnolulek w czerwonym kożuszku i czerwonej czapeczce. W rękach trzymał notatnik. Małymi niezgrabnie krokami podszedł do bałwana i się uśmiechnął.
Cześć, Bałwanku! Jestem pomocnikiem Dziadka Mroza. Przyjechałem z miasta Wieliki Ustiug. To ojczyzna naszego zimowego czarodzieja! Powiedz mi proszę, jak zachowywały się dzieci, które cię ulepily? Kogoś obrażały czy były dobre i grzeczne?
Cześć, Krasnoluku! — odpowiedział Bałwan. — Na tym podwórku dzieci są bardzo dobre. Tak się cieszyły pierwszym śniegiem! A w jakie ciekawe gry grały! Nikt nawet się nie bił! Wszyscy byli szczęśliwi! Nie mogłem się powstrzymać i do nich mrugna...
Oj! Bałwanku! Przecież tak nie można! Dzieci nie powinny wiedzieć, że my istniejemy!
Krasnoluku, przepraszam, ale nie mogłem się oprzeć dziecięcym uśmiechom, — smutno odpowiedział Bałwan.
Nic się nie stało, — uspokoił go Krasnoluk. — Bardzo się cieszę, że dzieci tutaj są dobre, posłuszne. Zapiszę w magicznym notatniku imiona tych chłopców i dziewczynek. Listę przekażę Dziadkowi Mrozowi. A kiedy przyjdzie Nowy Rok, a na choinkach zapalą się kolorowe światła, każde dziecko otrzyma w prezencie to, czego najbardziej pragnie!
Jak wspaniale — otrzymywać prezenty! — ucieszył się Bałwan.
Nadeszło długo oczekiwane święto — Nowy Rok. W każdym domu unosił się zapach jodły, mandarynek, pysznego jedzenia. Wszędzie panowała wesołość! Rodzina Sashy też czekała na to święto z niecierpliwością.
Razem z mamą chłopiec udekorował choinkę. A pod choinkę położył kopertę z listem do Dziadka Mroza. Sasha marzył o samochodziku na pilota i miał nadzieję, że jego życzenie się spełni. Zachowywał się dobrze przez cały rok: pomagał rodzicom, nie krzywdził zwierząt i starał się nawet nie kłócić z innymi dziećmi na podwórku. Przecież wiedział, że Dziadek Mróz i jego pomocnicy wszystko widzą.
Rano pierwszego stycznia Sasha, nie całkiem jeszcze obudzony, pobiegł do choniki. I — o, cud! W dużym pięknym pudełku czekał na niego samochodzik! Z radości chłopiec się rozpłakał: marzenie się spełniło!
Sasha zrozumiał, że życzenia się spełniają, najważniejsze to do nich dążyć: czynić tylko dobre czyny, być dobrym człowiekiem i szczerze wierzyć w cuda.
Nie bójcie się marzyć! Im jaśniejsze marzenie, tym bliższe jego spełnieniu!