Żyli sobie krety. Małe, w ciepłych, gładkich futereczach.
Pod ziemią miały domek ― norę, a także spichlerz i tunele ― podziemne korytarze, którymi z nory można było wybrać się we wszystkie strony.
Mama Kretowa machnęła noskiem i pomyślała: „Wiosna! Oto minął rok. Niedługo lato, a my zaczniemy wychodzić na powierzchnię, cieszać się świeżym powietrzem i promieniami słońca. Pokażę dzieciom, jak tam ciekawie! A potem jesień i znowu zima: mróz, śnieg. Znowu pójdziemy głęboko pod ziemię i będziemy siedzieć w miękkiej norze wyłożonej mchem i trawą».
Dzisiaj mija trzydzieści dni od dnia waszych urodzin ― zwróciła się mama Kretowa do pięciorga swoich dzieci. ― Pora pokazać wam drogę w górę, na ziemię. Wykopiemy tam tunel. Oddychniemy świeżym wiosennym powietrzem, poczujemy wiosnę. Spróbujemy świeżej, witaminowej trawki. Poza tym nasze zapasy robaków się kończą.
A co to jest wiosna? ― zapytał jeden maluszek.
Wiosna to czas, gdy jest ciepło, promienie słoneczne grzejąc ziemię i wszystko wokół, w tym nas ― krety. Wiosną przyroda się budzi, a z hibernacji wychodzą różne owady: robaczki, chrząszczyki, mrówki. To nasza jedzenie. Pojawia się zielona trawka ― też wspaniały przysmak ― wyjaśniła mama. ― No dobrze, dość gadania. Do pracy! Będziemy kopać tunel w tym kierunku. Kopcie, nie leniwcie się!
Cała rodzinka pilnie pracowała, przebijając się coraz bliżej do wiosennego słoneczka.
Minie trochę czasu, a wy, dzieci, opuścicie rodzinny dom ― kontynuowała opowiadać Kretowa. ― Pójdziecie swoją drogą i wykopacie nowe tunele i nory. Więc się uczcie, jak to robić!
Mamo, ziemia jest zimna ― narzekała mała córeczka.
Nic się nie stało. Niedługo słońce ją nagrzeje i będzie ciepła.
A co to jest słońce?
Choć słabo widzę ― odpowiedziała mama Kretowa ― ale dostrzegłam: jest duże, okrągłe, od niego wychodzą ciepłe, długie promienie.
A co to są promienie? ― zapytał kolejny maluszek.
Wyjdziemy na powierzchnię, a wtedy zrozumiecie, co to takiego.
Wreszcie rodzina kretów wystawiła główki znad ziemi.
Jak ciepło! Jak dziwnie pachnie! ― zawołała córeczka. ― Mamo, opowiedz nam bajkę, jak Mała Dama prawie wyszła za naszego wujka Kreta i jak ją porwał ptak.
Opowiadałam wam ją sto razy.
No opowiedz jeszcze raz ― chórem poprosiły dzieci.
Dobrze, opowiem. Kładźcie się na ziemię i obracajcie brzuszkami do góry. Niech słoneczko was grzeje, a ja będę opowiadać bajkę.
I Kretowa cicho zaczęła: „Kiedy wujek Kret był w gościach u ciotki Polówki ― myszy polnej ― zobaczył małą dziewczynę. Nie. Nie zobaczył, a usłyszał. Był przecież niewidomy. Dziewczyna śpiewała głośno i pięknie wesołą piosenkę. Kretowi to bardzo się spodobało i zaczął odwiedzać Polówkę każdego tygodnia.
Wujek nigdy się nie żenił i nie miał dzieci. Chciał wziąć małą śpiewaczkę za żonę.
Wyjdź za mnie za mąż, Mała Damo. Podaruję ci taki sam futerek, jaki mam ja. Już wiele lat leży w kufrze. Widać, czeka na ciebie. Choć jestem niewidomy i cię nie widzę, ciotka mi opowiedziała, jaka jesteś delikatna i ładna. Słyszę twój głosik, jest taki dzwoneczny. Będziemy razem mieszkać. Polówka mówi, że mało jesz ― tylko połowę ziarnka pszenicy. Znaczy, moje zapasy nam wystarczą na długo. Będziesz mi opowiadać bajki, śpiewać piosenki i sprzątać dom. Ja będę cię karmić. Zgadzasz się być moją żoną?
Ona się zgadza ― odpowiedziała Polówka. ― Tylko przygotuje posag: uszyje białą sukienkę.
A teraz zapraszam was w gości, pokażę wam mój dom.
Mała Dama nic nie odpowiedziała i milcząco poszła za myszą.
Szli podziemnym tunelem, szli i przyszli w gości do kreta. Dziewczynie bardzo spodobało się u wujka. Miał duży dom, kufrów pełnych futer, a spichlerze pełne jedzenia. Mała Dama zaczęła szyć sobie sukienkę i przygotowywać się do ślubu.
Szyła całymi dniami, a wieczorem wychodziła z norki myszy, aby popatrzeć na słońce i niebo.
Nadszedł dzień ślubu. Wujek z przyjaciółmi przyszedł po pannę młodą i przyniósł wiele prezentów. Ciotka mówiła, że Mała Dama była bardzo piękna: w białej długiej sukni i puszystym białym welonie.
Przed ślubem panna młoda chciała popatrzeć na słońce i oddychać świeżym powietrzem. Przecież całą zimę miała mieszkać w podziemnym domu.
Mała Dama wyszła w górę, taka piękna, i zaczęła śpiewać wesołą piosenkę. Nagle przyleciał jakiś ptak, chwycił ją i zabrał daleko, daleko ― tylko ciotka Polówka ją widziała. Wujek Kret nigdy się po tym nie ożenił i sam dożył swoich dni».
A dlaczego nie znalazł innej panny? ― zapytał syn.
Wielu kretów nie chce się żenić i żyje jak pustelnik ― odpowiedziała mama Kretowa i rozłożyła łapkami. ― Pogrzaliśmy się na słoneczku, a teraz pora na obiad. Patrz, ziemne robaczki się wyłowiły, łapcie je szybko, zanim się nie schowają!
Małe krety poobjadały się i zaczęły się zbierać do domu. Jedno za drugim powoli pełzły do swojej nory.