Daleko, daleko w kosmosie żyła sobie jedna mała gwiazdeczka. Oczywiście, mała była tylko w porównaniu z niektórymi innymi gwiazdami, tobie i mnie wydawałaby się ogromna.
Była większa od drzew, domów, a nawet naszego Słońca. Ale nie o tym mowa. Bardziej niż cokolwiek na świecie Gwiazdeczka lubiła patrzeć na inne gwiazdy i myśleć o tym, jak żyją, co widzą wokół siebie, o czym marzą. Ale nie wiedziała, jak ich o to zapytać, dlatego czuła się bardzo samotna.
Oczywiście, wokół niej krążyło kilka planet i wcześniej próbowała nawiązać z nimi rozmowę. Ale rozmowa się nie kleiła: planety nie interesowały się tym, co znajdowało się daleko od nich. Z reguły całą komunikację kończyły spory o to, kto powinien krążyć wokół kogo i czya orbita (czyli droga wokół gwiazdy) jest bardziej prawidłowa i piękna. Ale Gwiazdeczce to się znudziło i przestała nękać planety rozmowami o rzeczach, które ich wcale nie obchodziły.
Ale pewnej nocy (a może i dnia, trudno powiedzieć, bo w kosmosie jest zawsze noc) obok gwiazdy przeleciała kometa. Gwiazdeczka była bardzo zdziwiona, bo nigdy wcześniej nie widziała niczego podobnego.
Cześć! Jestem Gwiazdeczka, a ty kim jesteś?
Przywitała się z nieznajomą.
Jestem kometą. Naprawdę nigdy wcześniej nie widziałaś komet?
Odpowiedziała rozmówczyni ze zdziwieniem w głosie.
Nie. Widzę tylko planety, które krążą wokół mnie.
Smutno odpowiedziała Gwiazdeczka.
Bardzo dziwne. Jest nas tyle latających po całym kosmosie! Ale najwyraźniej jest on tak ogromny, że nawet my nie dotarliśmy do jego odległych zakątków… Komety to niebiańskie podróżniczki. Jesteśmy trochę podobne do planet, tylko znacznie mniejsze i lżejsze, dlatego nie krążymy wokół jednej gwiazdy, ale latamy, dokąd nam się podoba! Ja jestem lodową kometą, ale są też komety z kamienia i metalu.
Powiedziała kometa.
Jak ciekawie! Tak ci zazdrościę, widziałaś tyle rzeczy! Powiedz, czy bardzo się spieszyś? Może zostaniesz u mnie na chwilę i opowiesz mi o cudach, które zdążyłaś zobaczyć?
Poprosiła Gwiazdeczka.
Kometa nigdzie się nie spieszyła i przyjęła zaproszenie Gwiazdeczki. Zaczęła krążyć razem z planetami wokół niej i każdego dnia opowiadała jej zdumiewające historie. Gwiazdeczka dowiedziała się, że okazuje się, wszystkie gwiazdy są różne: są bardzo młode (jak ona), a są stare, prawie tak stare jak sam Wszechświat.
Są bardzo gorące, są prawie wychłodzone; są małe, a są po prostu gigantyczne, takie, że kometcie, aby przelatać wzdłuż jednej takiej gwiazdy, potrzeba kilka lat. I co najważniejsze — wiele gwiazd, które tak lubi obserwować nasza Gwiazdeczka, okazuje się, że już dawno zgasły, ich już nie ma! Po prostu są tak daleko, że ostatnie światło, które wyemitowały zanim zgasły, dotarło do niej dopiero teraz…
Te historie zachwycały i hipnotyzowały Gwiazdeczkę. I pewnego dnia zdecydowała się zapytać kometę:
Powiedz, czy inne gwiazdy jakoś się ze sobą komunikują? Tak bym chciała z nimi porozmawiać…
Tak, oczywiście. Jeśli uważnie spojrzysz na niebo, zobaczysz, że gwiazdy nie świecą równomiernie, ale ciągle migają. Raz błyszczą jaśniej, raz prawie gasnąć… To jest język gwiazd, tak się ze sobą komunikują.
Spokojnie odpowiedziała kometa.
Kometo, jak mogę nauczyć się tego języka?
Podekscytowana zapytała Gwiazdeczka.
Cóż, niestety go nie znam. To specjalny język, którym mówią tylko gwiazdy, nie ma do niego żadnych podręczników. Myślę, że powinieneś uważnie na nich patrzeć, starać się zrozumieć, o czym migają… Za 200 lat wszystko się nauczysz!
Zawahała się kometa.
Gwiazdeczka trochę się zasmucił. Ale miała niewielki wybór — albo posłuchać komety, albo znowu pogrążyć się w smutku i samotności. Wkrótce jej nowa przyjaciółka odleciała, a Gwiazdeczka zaczęła z podwójną uwagą wpatrywać się w ciemne niebo.
Mijały lata — ale dla Gwiazdeczki były to jak dla nas dni — patrzyła na inne gwiazdy i starała się rozszyfrować ich tajemniczy język. I pewnej nocy (a może był dzień, kto wie) podziwiała jasną czerwoną gwiazdę. I nagle zauważyła, że zaczęła migać. Trzy krótkie słabe błyski, jeden jasny… I nagle inna gwiazda, mała, srebrzysto-biała, też zaczęła migać.
Trzy krótkie, jeden długi i jasny błysk… „I wam cześć