Słońce już zachodziło za horyzont i przez gęste gałęzie drzew przebijały się ostatnie pożegnalne jego promienie. Na małej polance nad rzeką płonął ogień, a obok niego siedziała niewysoka dziewczynka. Każdy w mieście z łatwością by ją poznał — piękne długie kasztanowe włosy, fioletowa sukienka ze błyszczącymi cekinami i pantofelki, a na głowie mała tiara. To była księżniczka. Grzała się przy ogniu, od czasu do czasu rozglądając się po stronach. Zbliżała się noc.
Kilka dni wcześniej była jeszcze w pałacu. Służba chodziła za nią krok w krok i każde jej życzenie było natychmiast spełniane. Każde oprócz jednego — nie wolno jej było opuszczać zamku. Jej ojciec był królem i bardzo kochał córkę, wynajmował jej najlepszych nauczycieli, kupował zabawki i suknie, ale surowo zakazywał jej wychodzić poza próg.
Dawno temu dowiedział się o przepowiedni, która głosiła: „Będziesz królem i będziesz długo panować, wszystkie ziemie trzydewięciowego królestwa będą twoje, ale przyjdzie ten ze złotą łuską i weźmie to, co najcenniejsze, co masz