Pewnego razu w środku tygodnia szkolnego nauczycielka Pani Zofia weszła do klasy 2 "B", poprosiła o ciszę i złożyła oświadczenie dla uczniów.
Dzieci, dzisiaj w szkole nie będzie dzwonków, bo coś się zepsuło. Dlatego musicie usiąść na swoje miejsca, a ja zacznę lekcję. Dzisiaj będziemy rysować, a potem wspólnie omawiać prace.
Powiedziała nauczycielka klasy 2 "B".
Dzieci zadowolone zaburczały, rysowanie i omawianie bardzo lubiły.
Pani Zofia poprosiła uczniów, aby byli bardziej uważni i dokładnie wykonywali instrukcje. Wyjęła z torby i postawiła na ławce duży budzik, na tarczy były wyraźnie widoczne duże cyfry, wskazówka godzinowa i minutowa.
Rysujcie szkolny dziedziniec, nie zapominajcie śledzić wskazówek zegara. Za trzy czwarte godziny oddacie mi rysunki, potem powiem wam, co będziemy robić dalej.
Nauczycielka usiadła przy biurku i zaczęła wypełniać dziennik, a uczniowie byli nieco zdezorientowani, słysząc słowa nauczycielki.
Trzy czwarte godziny! To ile?
Cicho zapytała Ewa u Kasi, która siedziała z nią przy jednej ławce.
Myślę, że to trzy lub cztery minuty, nie wiem dokładnie.
Szeptem odpowiedziała Kasia i odwróciła się do Piotra.
Powiedz mi proszę, ile to trzy czwarte godziny?
Czwartą część liczby przerabialiśmy na lekcji matematyki. Pani Zofia wyjaśniała, jak znaleźć czwartą część liczby. Trzeba podzielić liczbę przez cztery. Ale jak podzielić jeden przez cztery? Czy wyjdzie cztery godziny?
Do rozmowy chłopców wtrącił się Marek:
Nie, w godzinie sześćdziesiąt minut, trzeba sześćdziesiąt podzielić przez cztery. Wczoraj rozwiązywałem zadanie i zapamiętałem, ile minut jest w godzinie.
Czyli trzeba sześćdziesiąt podzielić przez cztery? Ale my jeszcze nie przerabiliśmy, jak dzielić takie liczby!
Znalazłam!
Radośnie powiedziała Kasia, podczas rozmowy dzieci przeglądała podręcznik do matematyki. I powiedziała tak głośno, że nawet nauczycielka oderwała wzrok od dziennika i dezaprobująco pokręciła głową.
Czwarta część godziny to piętnaście minut.
Do takiego wniosku doszli pozostali uczniowie, teraz dzieci obliczały, ile minut jest w trzech czwartych godziny.
Rozmowa dzieci się nie skończyła, omawiały budzik i wskazówki, która dokładnie jest minutowa, dopiero potem przystąpiły do zadania. Dzieci rysowały szkolny dziedziniec, śledziły wskazówki zegara, aby na czas oddać prace Pani Zofii.
Uczniowie klasy 2 "B" na czas oddali prace, a nauczycielka puściła ich na przerwę, a sama zaczęła wieszać rysunki na tablicę. Odpoczywszy kilka minut, dzieci wróciły do klasy i, usiadłszy na swoich miejscach, przygotowały się do omówienia prac.
Pani Zofia zaproponowała uczniom wybrać najpiękniejszy rysunek, a dzieci zaczęły uważnie przyglądać się pracom. Każde myślało sobie, że jego praca jest najlepsza i najbardziej godna, dlatego milczały, i nie można było wybrać najlepszego rysunku.
Po długim milczeniu Ewa podniosła rękę i powiedziała:
Podoba mi się rysunek pokolorowany jasnymi kolorami i wskazała na jedną z prac na tablicy.
Pani Zofia kiwnęła głową, akceptując jej decyzję, bo bardzo lubiła, gdy uczniowie wyjaśniali swój wybór.
A mnie podoba się tamten rysunek, gdzie narysowane jest wysokie drzewo i widać krawędź domu.
Dokonał swojego wyboru Piotr.
Drzewo jest samotne i bardzo piękne.
Nawet Alek, który zwykle milczał i mówił bardzo rzadko, powiedział, że podoba mu się praca w dolnej lewej części tablicy.
Pani Zofia bardzo chciała dodać otuchy Alkowi i zapytała:
Dlaczego?
I on znowu odpowiedział, mówiąc, że na rysunku są pojemniki na śmieci. Wszyscy uczniowie w klasie zaczęli się śmiać, tylko nauczycielka się nie śmiała, ale zaczęła uważnie przyglądać się innym rysunkom.
Rzeczywiście! Oprócz Kasi nikt z dzieci nie narysował pojemników na śmieci, które stoją na szkolnym dziedzińcu. Dlaczego?
Zapytała Pani Zofia dzieci.
Nie są piękne!
Marszcząc twarz, powiedziała Ewa.
Nieprawda!
Cicho zaprotestowała Kasia.
Pojemniki są nawet bardzo atrakcyjne, nowe, jasne, w różnych kolorach. I dzięki nim na szkolnym dziedzińcu jest czysto.
Klasa zaburczała, uczniowie zaczęli spierać się o to, czy trzeba było rysować pojemniki na śmieci. Zgadzali się, że rysunek bez nich jest niedokładny i zaprzeczali sobie, twierdząc, że śmieci nie są tematem do rysunku.
Pani Zofia dała dzieciom czas na omówienie zaistniałej sytuacji i nawet pozwoliła wyjść na minutę tym, którzy musieli wyjść z klasy.
Czy wiecie, dzieci, że na szkolnym dziedzińcu stoją specjalne pojemniki na śmieci do segregacji odpadów?
Tymi słowami nauczycielka usadziła dzieci na miejscach, gdy trochę się uspokoiły.
Na nich są symbole, aby rozpoznać, jaki śmiec można wyrzucić. W jednym zbiera się odpady spożywcze, z których później będą produkować nawóz dla roślin. W innym pojemniku składuje się makulaturę i kartony, które pójdą do recyklingu, aby zrobić z nich nowe produkty papiernicze.
Nieco dalej stoi pojemnik do zbierania wyrobów plastikowych i toreb oraz jeszcze jeden pojemnik na puszki. Pani Zofia wyjaśniła uczniom, że zebrane osobno odpady to nie tylko śmieci, ale surowce wtórne i poleciła zapisać informacje w zeszytach.
Nauczycielka zdjęła ze stoiska wszystkie rysunki, zostawiając tylko pracę Kasi. Dzieci zapisały w zeszytach do języka polskiego: "Osobno zebrane odpady to nie śmieci, ale surowce wtórne, z których produkuje się potrzebne towary".
Podsumowując przeprowadzone lekcje, Pani Zofia otworzyła dziennik i zadała dzieciom pytanie:
Co nowego dowiedzieliście się na lekcji matematyki i czego się nauczyliście?
Dowiedzieliśmy się, że czwarta część godziny to piętnaście minut,
Odpowiedział Piotr, a nauczycielka zaaprobowała odpowiedź.
Potem inni uczniowie przypominali sobie, że na lekcji matematyki zrozumieli, jak określać czas na zegarach mechanicznych i na zawsze zapamiętali, że w godzinie dokładnie sześćdziesiąt minut. I że można podzielić sześćdziesiąt przez cztery bez znajomości dzielenia pisemnego, dowiedzieli się, jak znaleźć trzy czwarte liczby bez pomocy nauczycielki.
Pani Zofia była zadowolona z odpowiedzi uczniów i postawiła wszystkim piątkę z matematyki i z języka polskiego również, bo wszystkie dzieci oprócz Kowalskiego bez błędów napisały dyktowany tekst.
Kowalski nie zdążył dopisać dwóch słów, dlatego nie otrzymał oceny z języka polskiego. Lekcję rysowania nauczycielka oceniła wszystkich na doskonałe. Z przyrody ocenę pięć otrzymała tylko Kasia, i wszyscy uczniowie zgodzili się, że to sprawiedliwe. Bo gdyby nie Kasia, to nie dowiedzieliby się w najbliższym czasie, że osobno zebrane odpady to nie śmieci, ale surowce wtórne.