W jednym małym-małym miasteczku, za siedmioma górami i siedmioma rzekami od Warszawy, żyła sobie dziewczynka Masza. I wszystko przy niej było — i ładna, i mądra, i do pierwszej klasy już gotowa iść. Tylko że bardzo chciała w Internecie pobywać.
No mamo, no kup mi tablet.
Każdego dnia rozbrzmiewało w ich domu.
Ale matka nie poddawała się na początku. Raz za razem pytanie zadawała:
No po co ci tablet, córeczko? Czy nie masz czym się zająć? Mamy tu przecież taką przyrodę, taką przyrodę…
Ale nie ustawała Masza i znowu zaczynała swoją pieśń:
Chcę do Internetu, jak Kasia. Tam jest przecież tyle wszystkiego, mamo… Kasia mówi, że są tam programy edukacyjne. Dzięki tabletowi będę w szkole taka mądra!
I stopniało pewnego dnia serce kochającej matki. Poskrobała po zakamarkach i u sąsiadów, i przyniosła pewnego dnia tablet. Wręczyła promieniującej ze szczęścia Maszence, uśmiechnęła się do swoich myśli i poszła w ogródku się krzątać.
Masza zaś usiadła na piecu z tabletem i zaczęła grać. A tam rzeczywiście tyle wszystkiego… I z przyjaciółmi można się pisać, i jasne filmiki oglądać, mnóstwo-mnóstwo kolorowych obrazków i dynamicznej muzyki.
I nie zauważyła Masza, jak cały dzień minął. Przyszła do niej mama i oburzona cmokneła językiem:
Więc co, cały dzień tu przesiedziałaś? No to spać!
No jeszcze pięć minutek!
Ale matka była nieugięta:
Już dziesiąta wieczorem! Wszystkie porządne dziewczynki już śpią.
Niechętnie Masza odłożyła tablet i poszła spać. A śniło jej się, że stała się najpopularniejszą osobą w Internecie. Dlatego we śnie Masza szeroko się uśmiechała, wzruszając swoją mamę.
Następny dzień również minął. Tylko że do mamy Maszy goście przyjść mieli. Ona cały dzień po domu krzątała się, a Masza odmawiała jej pomocy. Wszystko mama musiała sama zrobić: i na stół nakryć, i w domu posprzątać, i w ogródku popracować.
Masza tylko odmachiała się od jej próśb, bo w Internecie ciekawiej było. I nawet gdy Kasia z matką przyszła, Masza nawet głowy w jej stronę nie odwróciła. Pokiwała tylko mama z żalem głową i odeszła.
A Masza nie zauważyła, jak dzień minął, i zasnęła z tabletem w rękach.
Nie wiadomo, ile spała, ale obudziła się w ciemnym-ciemnym pokoju.
Maaaaamo.
Zawołała Masza, ale nikt się nie odezwał. Przestraszona dziewczynka zerwała się, włożyła kapcie i obiegła dom. Ale nikogo nie było.
Odeszła.
Nagle rozległ się głos. I z przerażeniem Masza odkryła, że dochodzi on z tabletu.
Co się stało? Dokąd odeszła?
Drżącym głosem zapytała dziewczynka.
Czy to ważne? Październik już na dworze, wyjechała do miasta.
Październik? A co ze mną? Przecież miałam iść do szkoły!
Z żalem objęła rękami głowę Masza.
Potrzebna ci ona, pomyśl? Mam tu wszystko: razem sami opanujemy program szkolny.
Maszy nawet się wydawało, że na czarnym ekranie pojawił się uśmieszek.
A co z Kasią? Mamą, kolegami z klasy? Nie, tak nie można wcale.
Bzdury to wszystko, szybko zapomnisz. Mama nie wróci, obrażona jest na ciebie. I będziemy we dwoje całe życie. Pokażę ci tyle gier, tyle filmików. Chcesz?
Nieeeee.
Masza przestraszona cofnęła się.
Nie-nie-nie-nie.
I zaczęła krzyczeć. Usiadła na podłodze i po prostu zaczęła krzyczeć… Nagle się budząc.
Co się dzieje, Maszo? Coś ci się przyśniło?
Przestraszona mama pojawiła się w progu pokoju.
Nic, mamusiu.
Masza podbiegła do mamy i mocno ją objęła.
Przepraszam cię. Teraz zawsze-zawsze będę ci pomagać w domu. A ten tablet wyrzucę.
Zdziwiona mama głaskała Maszę po głowie i nie rozumiała, co się stało. Może i na dobre to wyszło. Ale Masza znowu stała się dawną sobą i w tablecie nie siedziała dłużej niż godzinę. Bo znowu różne złe sny będą się śnić.