W jeden piękny, słoneczny dzień dwaj chłopcy-sąsiedzi, Kosta i Misza, zmierzali do szkoły, aby zdać egzamin z dobroci.
Rozmawiając i omawiając niektóre zadania, zbliżali się do budynku szkoły.
Nagle Miszę zawołała babcia:
Pomóż mi proszę, zanieś torby do domu.
Nic z tego! Nie mam czasu. Bardzo się spieszczę do szkoły, mam ważny egzamin z dobroci! Jeśli się spóźnię i go nie zdám, automatycznie trafię na listę niedobrych ludzi. A po co mi to? Poza tym, widzisz jakie masz ciężkie torby, nie chcę się nadwyrężać!
Misza kategorycznie odmówił babci i poszedł dalej.
Kosta spojrzał na zegarek i na zdezorientowaną i zasmucona staruszką. Stała ze łzami w oczach, bo wcale się nie spodziewała takich słów od Miszy. Nie wiedziała, jak sobie poradzić z torbami, nie miała sił, aby zanieść je do domu.
Nie martw się, babciu. Mam kilka minut zapasu. Pomogę ci i zdążę na egzamin.
Powiedział Kosta i wziął torby do rąk.
Ty posiądź na ławeczce, zanieśę torby, a potem wrócę i pomogę ci dojść do domu.
Kosta szybko zanieśł torby, potem wziął babcię pod ramię i powoli odprowadził do klatki schodowej. W drodze rozmawiali, okazało się, że Marina Włodzimirówna, tak się nazywała babcia, kiedyś pracowała w szkole jako nauczycielka klas początkowych, uczyła dzieci pisać różne litery, odejmować i mnożyć…
Marina Włodzimirówna, zapisz sobie mój numer telefonu. Zadzwoń do mnie w każdej chwili, gdy będziesz potrzebować mojej pomocy. Pójdę do sklepu, do apteki po leki lub do biblioteki po książki.
Żegnając się, powiedział Kosta.
Ogromnie ci dziękuję, synku! Masz dobre serce.
Podziękował chłopcu babcia.
A o Miszu nic nie powiedziała, była bardzo zawstydzona jego postępowaniem.
Ciekawe, a wy jak myślicie, który z chłopców zdał egzamin z dobroci?