Żył sobie bardzo sportowy i pomysłowy mały suslик Kilsus. Kilsus przyszedł na świat nie jak wszystkie dzieci, ale do góry nogami i jego mama nadała mu takie dziwne imię. Przeczytaj jego imię od końca do początku, a wszystko zrozumiesz.
Obudziwszy się po zimowym śnie, Kilsus słodko przeciągnął się w łóżku: "Jaki cudowny sen mi się przyśnił! Muszę koniecznie opowiedzieć o nim przyjaciołom!". Zwinnie zeskoczył z łóżeczka, umył się, zręcznie wykonał serię ćwiczeń i wyszedł na ulicę.
Od jasnego słońca Kilsus zmrużył oczy, lekki wiatr wiał na niego przyjemnym chłodem. Tu i ówdzie leżał jeszcze śnieg, ale na otwartych polanach już wyrastała pierwsza trawka. Tutaj właśnie doszło do spotkania przyjaciół. Wiewiórki i susliki obejmowały się, klepały się po plecach, ściskały sobie łapki.
Kilsus, jak się cieszę, że cię widzę!
Powitała z otwartymi ramionami wiewiórka Strzałeczka przyjaciela.
Ja też, bardzo, bardzo tęskniłem za tobą!
Następnie Kilsus chwalił się:
Przyśnił mi się taki niezwykły sen, jakbym cofnął się w przeszłość, do samego cara Piotra I. Pokazał mi swoją ulubioną carską grę w rzucaniu kijem - patyka, gdzie trzeba zbić konstrukcje. Każda konstrukcja ma swoją nazwę: "armata", "widelec", "gwiazda". Reguła jest prosta: trzeba wydatkować jak najmniej kiów przy wybianiu figur. Och, jak zręcznie car pokonywał bojarów.
Pokażesz nam, jak grać w tę "carską grę"?
Poprosił Pestik.
Co do tego potrzeba?
Zainteresowała się Armata.
Potrzebna jest równa polana, nasza się nada. Narysujemy kwadrat 2 na 2 m - to będzie miasto. Będziemy potrzebować 5 jednakowych klocków, aby budować z nich figury gorodków. Potrzebne są też 2 kije.
A dlaczego dwa? Miasto jedno?
Nie zrozumiała Strzałeczka.
Każdy uczestnik rzuca dwa razy. Car uczył - "Kij powinien lecieć nie "szydłem" z góry, ale jakby czołgać się i z obrotem uderzać cały gorodek. Tutaj liczy się zręczność, taktyka, jak na wojnie!"
Kilsus zbudował w mieście pierwszą figurę "armatę", ważnie odszedł 13 metrów od miasta - to był rzut, dobrze się wycelował, wykonał zamach, z głębokim obrotem tułowia rzucił kijem, ale przeleciał cel.
Przyjaciele z niedowierzaniem patrzyli na "ulubieńca cara".
Nie miał szczęścia.
Westchnął Kilsus. Rzucił kijem z półrzutu (6,5 m), ale też bez powodzenia.
Może mnie będzie szczęście? Pozwól, że spróbuję.
Poprosiła Strzałeczka, ale wybiła tylko część figury z miasta. Wszyscy przyjaciele spróbowali wyć figurę, ale nic im się nie udało:
I mnie nie miało szczęścia.
Westchnieniami mówili.
Kilsus, a car ci powiedział, co trzeba robić, aby wygrywać? Może tutaj istnieje jeszcze jakiś sekret, a my go nie znamy. Dlaczego nam się nie udaje wyć figury?
Zapytała Armata.
Nie, nic takiego mi nie powiedział. Może nie dowidziałem snu do końca?
I co teraz robić? Gra jest ciekawa, ale nie potrafię w nią grać!
Żałowała Strzałeczka.
Kilsus, kochany, pospij jeszcze trochę, dowiedz się od cara sekret gry gorodków!
Błagała wiewiórka Armata. Wszyscy przyjaciele, z błaganiem w oczach, ją poparli.
Dobrze, niech będzie. Pójdę znowu do cara w odwiedziny.
Zgodził się Kilsus i po wypiciu herbaty z miętą, aby szybko zasnąć, położył się do łóżka.
Długo suslík przewracał się w łóżku, sen nie przychodził. Wtedy postanowił liczyć owieczki. Wyobrażał sobie, jak przepływały przed nim w zwolnionym tempie. I gdy 235 owieczka przepływała obok, Kilsus zobaczył pasterza.
Szanowny panie, nie powiesz mi, gdzie mieszka car?
Niedaleko, tam na tamtym wzgórzu carskie dwory!
Odpowiedział chłopiec ukłonem. Suslík pognał z całych sił do przodu.
Car buduje flotę, nie wolno nikogo wpuszczać!
Ogłosili strażnicy, blokując drogę Kilsusowi.
Suslík, smutnie opuszczając głowę, szedł, sam nie wiedząc dokąd. Odszedł daleko od carskiego dworu. Nagle usłyszał wesołe okrzyki: "Rzucaj dokładniej! Hura! Trafiłem! Postaw następną figurę!"
Suslík poszedł w stronę hałasu i wkrótce zobaczył na pagórku grających w gorodki dzieci chłopskie i już znanego mu pasterza. Kilsus był bardzo zdziwiony: "Myślałem, że tylko carowie grają w taką grę". Dzieci bardzo zręcznie wybiały figury z miasta. Kilsus podszedł bliżej.
Chodź z nami grać!
Zaprosił pasterz Kilsusa.
Nie, nie, nie umiem!
U nas wszyscy potrafią grać, jesteś obcokrajowcem? Skąd i dokąd się wybierasz?
Cóż, chodziłem do cara, chciałem poznać sekret gry "Gorodki", co trzeba robić, aby wygrywać? Ale nie pozwolili mi się do niego dostać.
Cóż, to wie każdy, trzeba TRENOWAĆ!
Głośno zaśmiał się chłopak chłopa i chłopcy kontynuowali:
Niewielu się udaje za pierwszym razem, ja długo się uczyłem. U nas w guberni Wiatskiej tę grę nazywamy "drewnianymi babkami"!
A ja z guberni Czernichowskiej, u nas to "prosiaczkami"!
A u nas w Omskiej - "rjuchami", "czuchami" lub "czuszkami"!
A ja to nazywam GORODKI!
Rozległ się głośny głos cara i Kilsus się obudził.
Przed nim, otaczając łóżko, stali jego przyjaciele.
Cóż? Co powiedział car?
Rzucili się do niego przyjaciele.
Nic szczególnego, powiedział, że do każdego, kto nauczy się dobrze grać, przyjedzie we śnie w odwiedziny i z każdym napije się herbaty, a teraz wszyscy na trening!