Bajka o Ślimaczku
12 044

Bajka o Ślimaczku

Autor:
Prawosławna bajka dla przedszkolaków o ślimaczku-podróżniku. Och, i jak krótka była jego podróż.

Ślimaczek poszedł za morze... (pol. przysłowie)

Deszcz stukał w liście ogrodu. Piwonie i róże smutnie pochylały główki, opadając pod uderzeniami zimnych kropel delikatne płatki. Kilka ślimaczków siedziało, skulone w kupkę pod dużym liściem łopuchu.

Mamo, dlaczego my nazywamy się winniczkami, a mieszkamy tutaj, w okolicach Warszawy, gdzie nigdy nie było winorośli?.. Gdzie jest taki zimno…

Rozpaczliwie szeptał najmniejszy ze ślimaczków.

Wiesz przecież, córeczko, nasi przodkowie mieszkali nad brzegiem ciepłego południowego morza, ale ich własna nieuwaga zaprowadziła ich w te surowe kraje. Nierozsądne ślimaczki wlazły do skrzyni dojrzałych i soczystych winogron – wiedziały, że tego robić nie wolno, że prawo natury nakazuje im zadowalać się jagodami w ogrodzie i nie sięgać po owoce zerwane przez człowieka… Ale pokusa była tak wielka! Tyle jagód leżało w porzuconej na ziemi skrzyni – dojrzałych, pachnących… Ślimaczki myślały, że tylko trochę się posmakują i pójdą sobie. Ale było im tak smacznie, jagody przyciągały je, nie puszczały… Nasi przodkowie nie zauważyli, jak przykrywa się zatrzasnęła i skrzynię zabrali nieznani ludzie.

Smutnie odpowiadała jej matka.

I powinniśmy być wdzięczne, że im się udało dostać się do tego ogrodu, oczywiście, nie ma tu winogron, ale jednak można jakoś żyć.

Pouczającym tonem zakończyła mowę matki-ślimaczki jej starsza córka.

Tak…

Smutnie poruszyła czułkami najmniejsza, i nagle jej oczka błysnęły radośnie – ale czy naprawdę nie można wrócić?! Poruszyła się i, uradowana nagle pojawiającą się szczęśliwą myślą, prawie krzyknęła

Mamo! Siostrzyczki, braciszki! Wróćmy! Przecież na świecie istnieje ten wspaniały kraj, gdzie mieszkali nasi przodkowie! Chodźmy tam!

Ślimaczek poszedł za morze…

Uśmiechnęła się starsza siostra, a matka smutnie powiedziała:

Ślimaczku, pomyśl, jak to daleko! Nawet nie potrafisz sobie wyobrazić takiej odległości!..

Mały ślimaczek nic nie odpowiedział. Schował się w swoją muszlę i zaczął intensywnie myśleć. …Oczywiście, do morza jest chyba bardzo daleko. Ale tam, właśnie tam, na słonecznym południu jest jego miejsce! Tam miejsce wszystkich winniczek, które przez gorzkie nieporozumienie znalazły się w tych surowych krajach. I jeśli będzie iść długo-długo — nie ważne ile — dotrze tam, dokąd tak bardzo pragnie jego dusza!

Następnego ranka, obudziwszy się wcześnie, Ślimaczek wyruszył w drogę. Pamiętał, że południe to strona świata, do której drzewa zwracają stronę bez mchu. Nasz bohater znał też kilka innych znaków, po których potrafią znaleźć drogę wszyscy mieszkańcy lasu i ogrodu.

… Jaka wspaniała cukierek! Leży całkiem blisko – zaledwie trzy metry od niego. Pół godziny czołgania się! No cóż… Nic strasznego, że trzeba będzie zboczić z drogi. Potem nadrabimy.

Och, jeszcze cukierek! Co robić? W ten sposób można spędzić cały dzień bez sensu… Może nie iść po niego?.. Ach, dlaczego, dlaczego akurat teraz, akurat tego cukierka trzeba się wyrzec?! Jak bardzo chce go spróbować! Nie, tak nie można. Jeśli zmuszę się do tego, żeby nie jeść tego cukierka — zdecydował ślimaczek — zepsuje mi się nastrój. A w złym nastroju nie będę mógł daleko się czołgać!

Dobre były cukierki! Aż pięć sztuk. A teraz — w drogę! Już żadnych więcej odchyleń.

Taki jest Ślimaczek — bohaterski podróżnik! Już prawie dwadzieścia minut czołga się ściśle na południe! Ile dziesiątek centymetrów przeszedł? Czy może metrów…

A co to takiego?!. O horror! Kamienna grzęda! Pięćdziesiąt centymetrów wysokości! — Ślimaczek wdrapał się na pierwszy kamyczek. Ostry! Twardy! Br-r-r! Drugi — jeszcze ostrzejszy. Trzeci… A ile ich jeszcze przed nim?.. Nie, to nie do wytrzymania!

Ślimaczek nawet nie zauważył, jak znalazł się na ziemi. Nie potrafi pokonać tej góry! Teoretycznie oczywiście to możliwe — jeśli będzie się wspinać i wspinać, nie zwracając uwagi na to, że jest twardo, ślisko i kolco… Ale… Nie, to nie dla niego! W końcu, czy naprawdę trzeba iść dokładnie na południe? Można iść wzdłuż kamiennej grzędy — może wyjdzie tam, gdzie trzeba…

Godzina, dwie, trzy mijają w drodze… Zmierzcha… Robi się ciemno…

Hej, Ślimaczku! Gdzie się cały dzień podziewasz?

Rozanna, a ty skąd tutaj?!!

Widząc starszą siostrę, nasz znajomy prawie stracił swoją perłową domek ze zdziwienia.

Skąd?! Rozejrzyj się, gdzie jesteś?

Nie mniej zaskoczona była jego siostra.

Och… A ja myślałem, że idę na południe… Tylko nie chciałem wspinać się na ścianę…

Ślimaczek z przerażeniem rozpoznawał znane piwonie i róże. Oto i mieszkanie ślimaczków – duży ciemnozielony łopuch…

Przez trzy dni bracia i siostry śmiały się z niefortunnego podróżnika. A on siedział, skulony w swojej muszli i nawet nie chciał jeść przysmaków, które przynosiła mu opiekuńcza matka. Nie chciał, kapryślił, ale jednak jadł — nie umierać z głodu! A matka wie, co przynosić — takie kwiatuszki i jagódki, od których po prostu nie można się oprzeć.

Biedny Ślimaczek nie mógł zrozumieć, jak się stało, że chciał iść do wysokiego i wspaniałego celu, a tymczasem bezmyślnie czołgał się między smacznym cukierkami i ostrymi kamieniami.

Czas płynął. Nasz znajomy dorastał, stawał się poważniejszy i mądrzejszy. Marzenie o słonecznym południu — upragnionej ojczyźnie winniczek — nie opuszczało go.

Myśląc o nieudanej podróży, Ślimaczek uczył się pokonywać przeszkody. Pewnego dnia postanowił wdrapać się na duży żebrowany kamień, obok którego rósł ich łopuch. Wspinał się cztery godziny, poranił całą nogę, ale wykonał zamierzone zadanie. Potem przez dwa dni leżał, otrzymując czułą opiekę matki i odpędzając siostrzane drwiny.

Chcesz iść na południe? Naprawdę chcesz? Czy tylko rozkoszujesz się tym marzeniem, podnosząc się dzięki niemu ponad inne ślimaczki?

Pewnego dnia poważnie zapytała Ślimaczka jego matka.

Mamo!.. Mamusiu!.. Nie wiem… Myślę tylko o tym, nic innego mnie nie interesuje… Ale może to tylko dziecięce marzenie… Przecież chyba nie dojdę nawet do krawędzi wioski. Jestem taki powolny… I wcale nie umiem pokonywać przeszkód… Ale myśl o południu wydaje mi się głównym celem życia, jego sensem!

Nasz znajomy był zaskoczony.

…Ciekawe, ile już przeszedł?.. Coś nie widać kamiennej grzędy… Pewnie ludzie ją rozebrali. A co to takiego? — Ślimaczek zatrzymał się nad brzegiem dużej kałuży. Jak ją pokonać? Ani brodu, ani obejścia… Przygnębiony, ślimaczek usiadł na liściu u brzegu mętnej wody. Spoza chmury wyjrzało słoneczko. Zaczęło grzać... A tutaj nie jest aż tak źle! Och, jakie jagody! — Krzak czarnej porzeczki rośnie tuż przy brzegu zbiornika. Może to jest morze?.. A porzeczka — winogrona… No cóż, jagody są małe! Ale słodkie! Lepsza porzeczka przy muszli niż winogrona za górą...

Zjawszy jagody, Ślimaczek położył się odpocząć pod krzakiem porzeczki. Myśl o osiedleniu się tutaj podobała mu się coraz bardziej. Resztę dnia ślimaczek rozkoszował się, grzejąc się na słoneczku i leniwie zastanawiając się, czy powinien kontynuować swoją podróż.

Wieczorem znowu zrobiło się zimno, zaczął padać już zwyczajny w tym roku przenikliwy deszcz…

Całkiem zmoczony i zmarznięty do rana, nasz znajomy już wstydził się swojej niestałości, która kazała mu przyjąć pierwszą przerwę w trudnej drodze za jej ostateczny cel.

Kałużę obeszedł, spędzając na tym dobre trzy dni. Potem musiał pokonać ogromny gliniany wał, wznoszący się powyżej czubków najdłuższego sitowia… Przebrawszy się przez niego, Ślimaczek prawie wpadł do wypełnionej mętną wodą przepaści, zwanej przez ludzi rowem. Właśnie wtedy nasz podróżnik uświadomił sobie przerażającą sytuację: z tyłu – prawie niedostępna ściana, z przodu — grożący utonięciem rów.

Co robić? Ślimaczek jeszcze nie zdążył się porządnie przestraszyć – a wokół zaczęło się dziać coś całkowicie niewiarygodnego: rozległy się głośne trzaski, stuki, chlupy, i, pojawiając się skądś z góry, na niego zaczął padać jakiś ogromny przedmiot nieokreślonego kształtu.

Ryzykując wpadnięcie do wody, Ślimaczek ze wszystkich sił poczeołgał się na bok, spiesząc się ukryć przed niebezpieczeństwem. Okropna czarna masa zbliża się coraz bardziej, opada prosto nad jego głową… Boże, pomiluj! …Straszny przedmiot wylądował zaledwie milimetr od ślimaczka, który nawet nie zauważył, jak znalazł się na przylepiającej się do niego glinie i podniósł się razem z nią w powietrze nad rowem.

Po glinianych grudkach, które co sekundę opadały do wody, Ślimaczek zaczął wspinać się do środka strasznego przedmiotu, na którym tak nagle znalazł się. Tak… Jeszcze trochę… „To przecież człowiek!

Zostaw opinię

Bajka Bajka o Ślimaczku jest dostępna w formacie FB2 na telefony, tablety, komputery i czytniki e-booków.
Komentarze()
Podobne bajki
Jak Kołobek poznawał ludzi na stronach internetowych
Jak Kołobek poznawał ludzi na stronach internetowych
I Kołobek bywa samotny. Dlatego postanowił — zarejestruję się na portalu randkowym. Od tego wszystko się zaczęło. Współczesna pouczająca baśń o tym, jak Kołobek poznawał ludzi w internecie
5 758 3
Jak zając i wilk zamienili się ogonami
Jak zając i wilk zamienili się ogonami
Pouczająca współczesna baśń o tym, jak Zając i Wilk postanowili zamienić się ogonami. Co z tego wyniknie?
31 884 3
Opowieść o księżniczce i smoku
Opowieść o księżniczce i smoku
Współczesna baśń o pewnej księżniczce, która bardzo-bardzo bała się strasznego smoka. Ale pewnego dnia przezwyciężyła strach i postanowiła go odwiedzić... I tak narodziła się nowa przyjaźń.
12 374 4
Bajka o trzech ciastach
Bajka o trzech ciastach
Pewnego razu król powiedział swoim córkom — upiecz mi każda ciasto na moje urodziny. Dwie przyszłe księżniczki wykonały zadanie, a trzecia przyszła z pustymi rękami. Z autorskiej bajki dowiesz się dlaczego
5 392 3
Jeszcze tu nic nie ma.

Użyj 🔊
aby dodać bajkę
do odtwarzacza

Chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych bajkach?